O godzinie 15 docieramy do Erfoud, gdzie zatrzymujemy się w hotelu Palms. To przyjemne miejsce, choć położone na pustkowiu, idealne na nocleg przed wyprawą na Saharę, którą mamy zaplanowaną na dzisiaj. Po szybkim prysznicu i zmianie ubioru na bardziej odpowiedni do pustynnych warunków, bagażowy z hotelu pomaga mi zawiązać chustkę na głowie. Zakładam też bluzkę, którą kupiłam w Dubaju, mając na uwadze, że Marokańczycy wolą być określani jako Berberowie lub Nomadzi, a nie Arabowie.
O godzinie 17 przed hotelem czeka na nas kilkanaście jeepów. Nasza ekipa szybko się organizuje, pięć osób plus kierowca. Ja zasiadam na przednim siedzeniu, żeby móc kręcić filmiki. Nasz kierowca, choć nie należy do urodziwych, okazuje się bardzo sympatyczny. Mnie jednak ujmuje inny kierowca w zielonym turbanie i ciemnych okularach, który wygląda wyjątkowo dobrze.
Marokańczycy generalnie nie uchodzą za zbyt urodziwych, ale ten jeden zrobił na mnie duże wrażenie. Nie omieszkałam zrobić sobie z nim pamiątkowej fotki. I tak, kochani, ruszamy na największy Erg Chebbi, pełni ekscytacji na tę wyjątkową przygodę!